W 2006 roku Open’er stał się festiwalem w prawdziwym tego słowa znaczeniu - przeniósł się na Babie Doły, wydłużył do trzech dni, zwiększył ilość scen i zaproszonych artystów. Nigdy nie zapomnę, jak na Sigur Ros dopchałam się do drugiego rzędu (pierwszy i ostatni raz na Heinekenie znalazłam się tak blisko sceny), mało nie zemdlałam w tłumie, ale z koncertu wyszłam rozanielona i jeszcze bardziej zakochana w tej islandzkiej kapeli. Pamiętam też niesamowity występ Franza Ferdinanda, który wtedy był na absolutnym topie (chyba nie było dziewczyny, która choć trochę nie kochała się w Kapranosie), postrzelonych Scissor Sisters, którzy ze sceny mówili, że kochają polskich chłopców i ich… kiełbasy, czy The Streets (to właśnie 7 lat temu Mike Skinner kazał po raz pierwszy uklęknąć publiczności a potem na umówiony sygnał wyskoczyć w powietrze, co potem powtarzał na każdym koncercie aż do momentu kiedy widziałam ich ostatni raz – na FreeFormFestivalu w 2011 roku!).
W 2007 roku po raz pierwszy znalazłam się “po drugiej stronie” i na festiwal pojechałam jako akredytowany menedżer zespołu Out of Tune. Pamiętam jaka byłam dumna, że kapela, którą wtedy się zajmowałam zagrała na nowopowstałej scenie młodych talentów. Oczywiście ich koncert przeżywałam najbardziej (chwilę przed nim nad Babimi Dołami rozszalała się taka ulewa, że już się baliśmy, że nie zagramy), ale z tego roku utkwiły mi też w pamięci doskonałe koncerty Beastie Boys (do tej pory moja czołówka wszystkich obejrzanych koncertów) i LCD Soundsystem. 2008 rok kojarzy mi się głównie z koncertem The Chemical Brothers (znów – moje ścisłe koncertowe top dziesięć), ale sporo wzruszeń było też na Interpolu czy The Sex Pistols. W 2009 roku zaczęłam na festiwal jeździć jako dziennikarz Plejady, co miało swoje minusy (z roku na rok pracy przybywało, za to lista obejrzanych w całości koncertów malała), ale też bardzo duże plusy – poznałam niezliczoną ilość fascynujących osób i przeprowadziłam mnóstwo wywiadów z moimi idolami. Przez te lata nabyłam też pewien hart ducha (i ciała) śpiąc po parę godzin i przebiegając z kamerą na plecach kilometry od jednej sceny do drugiej, niezależnie od tego czy właśnie było 35 stopni w cieniu czy ulewa. W 2009 roku najbardziej rozkochali mnie w sobie The Prodigy (mniej zadowolona byłam kiedy zaraz po koncercie ochroniarze potraktowali tłum czekający na autobus gazem łzawiącym – to było moje jedyne na szczęście spotkanie z tą niesympatyczną substancją i muszę przyznać, że jedyna przez te osiem lat poważna wpadka “organizacyjna” Open’era), rok 2010 należał do Pearl Jam, The Dead Weather, Yeasayer czy Empire Of The Sun, w roku 2011 niepodzielnie rządził Pulp (calusieńki mokry, ale wciąż pełen ironicznego poczucia humoru Jarvis Cocker – widok do zapamiętania na całe życie). Ten rok przyniósł mi też nowe doznania - razem z Double Trouble zagraliśmy swój DJ Set w strefie Heinekena i nie mamy wątpliwości, że to była nasza najlepsza impreza w ciągu niemalże czterech lat istnienia.
Z roku 2012 najbardziej zapamiętam New Order (opinie na temat tego koncertu są bardzo podzielone, ale dla mnie usłyszeć “Crystal” czy “Love Will Tear Us Apart” na żywo było doświadczeniem absolutnie bezcennym), a najlepiej bawiłam się na Major Lazer (nie wiedziałam, że potrafię tak szybko się poruszać). Mam też wrażenie, że to będzie edycja historyczna, bo ostatnia na Babich Dołach. Bardzo jestem ciekawa gdzie w przyszłym roku odbędzie się Open'er...
A Wy co wspominacie z tych 11 lat istnienia festiwalu?
Aleksandra Żmuda
www.facebook.com/doubletroublesaves
www.mixcloud.com/Double_Trouble_Saves
