O autorze
Warszawskie duo, które pakuje się tylko w podwójne kłopoty! Od końca 2008 roku zdążyli zagrać na Open'erze, Selectorze, FreeForm Festivalu i Coke'u, a także na jednej scenie z takimi artystami jak Steve Aoki, Major Lazer, Late Of The Pier, White Lies, Boys Noize, Example, Hercules & Love Affair, Foals, Cut Copy, Fear Of Tigers, Kavinsky, Alan Braxe, Canblaster, Arnaud Rebotini, Breakbot, Rito...n, Surkin, His Majesty Andre, The Toxic Avenger, Zombie Kids, Fare Soldi, Something A La Mode, The Pigeon Detectives, Falcon, Mickey, Dry The River, Das Glow, Example czy Syron. Czasem romansują z modą (brali udział w ekskluzywnym pokazie kolekcji ubrań Romy Gąsiorowskiej, grali też afterparty po pokazie słynnego warszawskiego duetu BOHOBOCO), ze sztuką (ich muzyka zabrzmiała podczas wernisażu Pawła Althamera w warszawskiej Zachęcie) i ze światem filmu (grali na afterparty po jednym z dni Berlinale). Grają regularnie w największych warszawskich klubach, ale można ich też zobaczyć w Trójmieście, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Bielsku-Białej czy Tczewie. Ostatnio zaczęli też robić własne produkcje, co zaowocowało oficjalnym remiksem "Pumped Up Kicks" Foster The People. W piątki od 20.00 do 21.00 możecie słuchać ich autorskich audycji w Planecie.fm.

Open’er – na dobre i na złe

bilet (cena 199 PLN!!!) i książeczka z Open'era 2005 oraz ulotka promująca koncert Out of Tune w 2007 roku
bilet (cena 199 PLN!!!) i książeczka z Open'era 2005 oraz ulotka promująca koncert Out of Tune w 2007 roku
Im jestem starsza, tym bardziej dopada mnie swoista melancholia. Tak było także podczas tegorocznego Open’era. Kiedy uświadomiłam sobie, że to ósma edycja festiwalu, w której uczestniczę, łza stanęła mi w oku i zaczęłam rozmyślać, który Open’er od 2005 roku najbardziej utkwił mi w pamięci. Oto moje małe i bardzo subiektywne podsumowanie tych wszystkich lat spędzonych wraz z Alter Artem.

Kiedy pojechałam po raz pierwszy do Gdyni miałam zaledwie 20 lat, niewiele zaliczonych koncertów na koncie i głód wielkiego świata, którym wtedy Open’er niewątpliwie dla mnie był. Teraz wydaje mi się niesamowite, że tak duży festiwal zmieścił się na Skwerze Kościuszki. Miało to oczywiście swoje plusy – były trzy kroki do domu i na plażę. Największe wrażenie zrobił na mnie podczas tej edycji koncert The Music – niezwykła energia buchająca ze sceny wprowadziła mnie na najwyższe obroty i spowodowała, że nie podobał mi się tak bardzo jak zapewne powinien kolejny koncert – The White Stripes. Dobrze wspominam też Underworld – tysiące tańczących ludzi, ekstaza malująca się na twarzy, bose stopy i wschodzące słońce – to było coś! Jeszcze większy sentyment budzi we mnie wspomnienie sceny Trójki, gdzie grały polskie indie kapele, jak Rotofobia, dla których właśnie wtedy zaczynało się pięć minut na naszej rodzimej scenie. W 2005 roku nawiązałam też pewną znajomość, której nigdy nie zapomnę i która wpłynęła dość mocno na moje późniejsze życie – poznałam trójkę chłopaków tworzących (kultową wtedy, legendarną teraz) imprezę Indie Pop Night, co w dalszej kolejności spowodowało, że sama zostałam DJ-em (to właśnie oni nauczyli mnie grać i pomogli zorganizować pierwszą imprezę).



W 2006 roku Open’er stał się festiwalem w prawdziwym tego słowa znaczeniu - przeniósł się na Babie Doły, wydłużył do trzech dni, zwiększył ilość scen i zaproszonych artystów. Nigdy nie zapomnę, jak na Sigur Ros dopchałam się do drugiego rzędu (pierwszy i ostatni raz na Heinekenie znalazłam się tak blisko sceny), mało nie zemdlałam w tłumie, ale z koncertu wyszłam rozanielona i jeszcze bardziej zakochana w tej islandzkiej kapeli. Pamiętam też niesamowity występ Franza Ferdinanda, który wtedy był na absolutnym topie (chyba nie było dziewczyny, która choć trochę nie kochała się w Kapranosie), postrzelonych Scissor Sisters, którzy ze sceny mówili, że kochają polskich chłopców i ich… kiełbasy, czy The Streets (to właśnie 7 lat temu Mike Skinner kazał po raz pierwszy uklęknąć publiczności a potem na umówiony sygnał wyskoczyć w powietrze, co potem powtarzał na każdym koncercie aż do momentu kiedy widziałam ich ostatni raz – na FreeFormFestivalu w 2011 roku!).



W 2007 roku po raz pierwszy znalazłam się “po drugiej stronie” i na festiwal pojechałam jako akredytowany menedżer zespołu Out of Tune. Pamiętam jaka byłam dumna, że kapela, którą wtedy się zajmowałam zagrała na nowopowstałej scenie młodych talentów. Oczywiście ich koncert przeżywałam najbardziej (chwilę przed nim nad Babimi Dołami rozszalała się taka ulewa, że już się baliśmy, że nie zagramy), ale z tego roku utkwiły mi też w pamięci doskonałe koncerty Beastie Boys (do tej pory moja czołówka wszystkich obejrzanych koncertów) i LCD Soundsystem. 2008 rok kojarzy mi się głównie z koncertem The Chemical Brothers (znów – moje ścisłe koncertowe top dziesięć), ale sporo wzruszeń było też na Interpolu czy The Sex Pistols. W 2009 roku zaczęłam na festiwal jeździć jako dziennikarz Plejady, co miało swoje minusy (z roku na rok pracy przybywało, za to lista obejrzanych w całości koncertów malała), ale też bardzo duże plusy – poznałam niezliczoną ilość fascynujących osób i przeprowadziłam mnóstwo wywiadów z moimi idolami. Przez te lata nabyłam też pewien hart ducha (i ciała) śpiąc po parę godzin i przebiegając z kamerą na plecach kilometry od jednej sceny do drugiej, niezależnie od tego czy właśnie było 35 stopni w cieniu czy ulewa. W 2009 roku najbardziej rozkochali mnie w sobie The Prodigy (mniej zadowolona byłam kiedy zaraz po koncercie ochroniarze potraktowali tłum czekający na autobus gazem łzawiącym – to było moje jedyne na szczęście spotkanie z tą niesympatyczną substancją i muszę przyznać, że jedyna przez te osiem lat poważna wpadka “organizacyjna” Open’era), rok 2010 należał do Pearl Jam, The Dead Weather, Yeasayer czy Empire Of The Sun, w roku 2011 niepodzielnie rządził Pulp (calusieńki mokry, ale wciąż pełen ironicznego poczucia humoru Jarvis Cocker – widok do zapamiętania na całe życie). Ten rok przyniósł mi też nowe doznania - razem z Double Trouble zagraliśmy swój DJ Set w strefie Heinekena i nie mamy wątpliwości, że to była nasza najlepsza impreza w ciągu niemalże czterech lat istnienia.

Z roku 2012 najbardziej zapamiętam New Order (opinie na temat tego koncertu są bardzo podzielone, ale dla mnie usłyszeć “Crystal” czy “Love Will Tear Us Apart” na żywo było doświadczeniem absolutnie bezcennym), a najlepiej bawiłam się na Major Lazer (nie wiedziałam, że potrafię tak szybko się poruszać). Mam też wrażenie, że to będzie edycja historyczna, bo ostatnia na Babich Dołach. Bardzo jestem ciekawa gdzie w przyszłym roku odbędzie się Open'er...

A Wy co wspominacie z tych 11 lat istnienia festiwalu?

Aleksandra Żmuda

www.facebook.com/doubletroublesaves

www.mixcloud.com/Double_Trouble_Saves
Trwa ładowanie komentarzy...